No i zaczęło się.
W drugiej notce na tym blogu pisywałam jak to jest z modą i ubraniami w moim rodzinnym mieście.
Wróciłam do domu na wakacje. Zmęczona po długiej, trudnej sesji pierwszego dnia postawiłam udać się na spacer w butach zakupionych na aukcji, które dotarły do domu akurat w dzien mojego przyjazdu. Ot spacer do bibliteki. Osiedlową drogą.
Strój - moim zdaniem normalny, niespecjalnie urozmaicony czy dziwaczny.
Ale było jak przypuszczałam - wieeeeelkie oczy skierowane na moje stopy i dziwne uśmieszki na twarzach mijającyh mnie osób. Żałuję czasami, że nie jestem na tyle bezczelna by zrobić zdjęcie miny osób, której mijają mnie na ulicy i dziwacznie się na mnie patrzą.
Aż się boję pomyśleć co będzie gdy wyjde na ulicę w czymś normalnym dla Rzeszowa( w czym chodziłam tam i nikt dziwnych min nie robił)
Naprawdę nie wiem, co jest takiego niezwykłego w rózowych butach, szortach albo różowej torebce??
A może wyglądałam jak głupek tylko mi się wydawało, że jest inaczej...